Warsztaty "Twardej ścieżki"

Bartniki - Puszcza Bolimowska k. Skierniewic

24-26 maja 2013r.



Warsztaty odbyły się w miejscowości Bartniki, położonej w Puszczy Bolimowskiej w Zaczarowanym Miejscu.
Po sąsiedzku znajduje się tam Osada Rodzian.
Poniżej relacja z warsztatów napisana przez jedną z uczestniczek Karolinę Gizler.

Własne, pierwsze uczestnictwo w warsztatach „ Twardej Ścieżki”, w Bartnikach prowadzonych przez Jana Szeligę zawdzięczam decyzji w ostatniej chwili. Dzień przed wyjazdem przyszła do mnie wiadomość, że każdy z moich znajomych, kto „ miał’’ jechać – nie pojedzie. Czy to korzystne ustawienia Duszy czy znak do rezygnacji? Wahałam się nie wiedząc, co tak naprawdę chciałam. Choć czułam…czułam, że warto wybrać to nowe doświadczenie. Wyruszyłam tam nie znając nikogo bez świadomości idei praktyk „Twardej Ścieżki”. Zaryzykowałam. Poszłam na całość. Zaowocowało.

Warsztaty odbyły się w małym gronie, co sprzyjało otwartości i bliskości. Przez weekend mieszkaliśmy w Zaczarowanym Miejscu Ani – w sercu Puszczy Bolimowskiej.

Magiczna okolica – każdemu polecam. Natura pięknie otwiera nawet zatwardziałe i uparte serca na wrażliwość istnienia i doświadczania subtelnych energii. Wokół Domka Ani roztacza się różnorodny krajobraz zamieszkały przez piękne ptaki latające na wysokości wzroku niczym nie pośpieszane. Kto ma szczęście może ujrzeć czmychające sarny przez łąkę lub bobra nad rzeką Rawką. Miejsce cudowne do odpoczynku, kontemplacji ludzkiej egzystencji, otwierania serca na drugiego człowieka. W takiej atmosferze zaczęliśmy nasze warsztaty.
Jan, dźwiękiem bębna z koziej skóry, zapachem palonej, białej szałwii i czarem płomieni świec, wprowadził nas w podróż „Twardej Ścieżki”. Krótkim wstępem, wyjaśniającym idee praktyk dla obecnych tu pierwszy raz, otworzył warsztaty. Następnie zapoznaliśmy się przy okrągłym stole. Napisaliśmy lęki, najmocniejsze ograniczenia, które chcielibyśmy wrzucić w ogień, aby rozpuścić własne blokady przed pójściem naprzód w osiąganiu własnego spełnienia.
Zaczęliśmy przygotowania do ułaskawienia potęgi ognia.



Padało. Trudno się zmoknięte gałęzie zapalało. Każdy w dźwiękach grzechotek, bębna, didgeridoo wrzucił dary do ognia, uczył się szanować żywioł, dziękować za to, że jest i spala nasz największe lęki, ograniczenia.
Ciemność. W świetle płomieni, a potem żaru nadszedł moment pokonywania strachu wpojonego w dzieciństwie. Tu mieliśmy stać się jednym, harmonią, równowagą z ogniem. Każdy podchodził do siebie z szacunkiem, nie chciał skrzywdzić.



Ania, Arek, Grzesiek, Janina, Jan i Karolina przeszli przez ogień. Niejednokrotnie.
To doświadczenie odmieniło ich na zawsze. Noc już nie była taka sama. W dźwiękach bębna, w mieszkaniu Ani, zasnęliśmy błogim snem.



Dzień rozpoczęliśmy od dynamicznej medytacji OSHO. Puściliśmy ranne napięcia w ciele, stresy, lęki, stare, zastygłe energie, które nosimy od wielu lat jako energetyczny bagaż zmartwień i problemów. Wsłuchaliśmy się w swoje ciało, które teraz mówiło. Biciem serca, oddechem, napięciem, rozluźnieniem. Był nareszcie czas, aby odciąć zewnętrzne informacje i skupić się na potrzebach duchowych ciała.

Po medytacji przystąpiliśmy do robienia jajecznicy z pokrzywami. Wspólne śniadanie niesamowicie zbliża i otwiera człowieka na dobroć drugiego.



Potem, przy okrągłym stole, opowiedzieliśmy, jakie doświadczenia wzbogaciły naszą Duszę dzisiejszego dnia.



Budowanie szałasu potu,



zbieranie kamieni do sauny,



tworzenie ogniska
zajęło nam czas do obiadu. Ania przygotowała na posiłek tradycyjną potrawę: „Wieloziel”. Z kapusty, szczawiu, koperku – smakowała wyśmienicie. Bardzo przyjemnie było siedzieć, opowiadać i zbierać się przy okrągłym stole, który wskazywał na równość każdego bez względu na miejsce, które zajął, płeć, wiek, status majątkowy.


Płynnie przeszliśmy do marszu transowego. Każdy złapał szlufkę poprzednika, zawiązał chustę na oczy i ruszył w nieznaną mu drogę prowadzony przez przewodnika.



To ćwiczenie wywarło na mnie niesamowite wrażenie. Proste, a jak głęboko poruszające. Człowiek niewidzący przestrzeni przed sobą traci pewność siebie, wiarę we własne możliwości. Zatraca się w lękach, programach, zgubnych myślach. Nie wie, jak słuchać siebie inną drogą niż zazwyczaj używał. Inne zmysły były uśpione… Potrzeba odnaleźć i poczuć wewnętrzną równowagę, balans, spokój, aby ufnie kroczyć w nieznane. To wyzwolił marsz transowy. Sprawdzał na ile jesteśmy wewnętrznie cisi, ufni, równowagą kierowani.
Poczułam się wspaniale, gdy uzyskałam odpowiedni rytm kroku dla siebie, pewny grunt pod nogami, pewność, że nie upadnę mimo trudnego terenu, bo jestem prowadzona. Tu – przez przewodnika, a w życiu – przez Duszę. Niesamowite doświadczenie, gdy równowaga wewnętrzna, nad którą tyle się pracuje, nagle objawia się w całej okazałości. Przychodzi docenienie własnej pracy, podjętego trudu, niełatwych decyzji, chwil załamania, zwątpienia. Przychodzi docenienie, szacunek, i podziękowanie do siebie za wspaniałą decyzję wejścia na Ścieżkę, którą tak mało jeszcze osób podejmuje. To droga dla odważnych. Nie łatwa, ale dająca spełnienie, do którego wszyscy dążymy. Wspaniałe było odczucie wsparcia, ciepła i życzliwości osób, które uczestniczyły w marszu. Wzajemna współpraca, pomoc, wyrozumiałość, gdy ktoś nadepnął na poprzednika buty wzbudzała energię zrozumienia, że razem zdziałamy więcej niż osobno. Wspólnie sobie pomagamy i tak wzrastamy w Miłości, Jedności, Radości. Rozwijamy się szybciej, pełniej wspólnie z innymi wzajemnie siebie inspirując. Spróbuj i Ty.



Warto się jednoczyć niż dzielić. Sukces jednej osoby, to Twój sukces.
Bogate doświadczenie tej chwili opowiedzieliśmy przy okrągłym stole. Wznieciło to nową energię pokazując prawidłową drogę, którą znamy, o której wiemy, słyszymy, ale zapominamy nią iść zbaczając raz za razem. Ale to nic. Znów powrócimy, mądrzejsi o to, co nie powinniśmy robić.

Następnie wybraliśmy się na polanę, gdzie, na głos bębna, biegliśmy z zawiązaną opaską na oczy przed siebie. W nieznane, prowadzeni intuicją.



Mimo, że znaliśmy teren, widzieliśmy odległość i grunt, to blokady niepewności się uaktywniły. Baliśmy się, za pierwszym razem, biec z najszybszą dla nas prędkością krzycząc, by uwolnić się z niewoli przez ograniczenia. Dużo lęku było przed upadkiem, niemożnością przezwyciężenia problemów, decyzji, trudnych wyborów stawianych przez życie. Jednak każdemu się udało. Gratuluje serdecznie wszystkim! Jesteście inni niż wczoraj, jutro inni niż dziś!

Po dzieleniu się wrażeniami i doświadczeniami z biegu, udaliśmy się w półtoragodzinną podróż po okolicy według własnego uznawania. Każdy miał uczynić coś szalonego, nie oceniać zjawisk, porozmawiać z przyrodą, wyciszyć się. Uczyliśmy się jednoczyć z otoczeniem, szanować każdą istotę bez względu na kształt czy wielkość, a finalnie porozmawiać z sobą.
Obawiałam się, co szalonego mogłabym uczynić mimo, że z natury nie jestem porywcza czy lekkomyślna. Postanowiłam popłynąć z prądem. I oto chodziło! Nie blokować się, nie oceniać, przyjmować każdą okazję, którą podsyła Dusza.



I tak otrzymałam podróż, która zawsze chciałam przebyć. Chciałam pójść nad rzekę, zobaczyć jej urok, pogadać z nią, poczuć piękno okolicy, poznać to miejsce od strony mieszkańca, życzliwego człowieka, spotkać zwierzynę. I to wszystko dostałam. Piękna synchronizacja, za którą bardzo dziękuję Duszy i wszystkim uczestniczącym i mieszkającym w Zaczarowanym miejscu.



Przyszła pora na szałas potu. Kamienie rozgrzały się do czerwoności i swoim ciepłem ogrzały nasze nagie ciała. Wznosiliśmy własne intencje, uwalnialiśmy ciało z napięć, zahamowań. Dzieliliśmy się doświadczeniami. Sauna oczyszczała nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Niesamowite było wrażenie jednoczenia się z Ziemią przez przytulenie rozgrzanych, nagich ciał do zimnego gruntu. Czucie, że jesteśmy jednym, z Ziemii stworzeni ogarniało serce. Gwiazdy i pełnia księżyca dopełniała to wyjątkowe doświadczenie.



Ostatniego dnia zaświeciło Słońce. Wyszliśmy na trawkę. Zjedliśmy wspólnie śniadanie. Opowiedzieliśmy, co dało nam i jak zmieniło nas wydarzenie poprzedniej nocy. Każdy dzielił się własnymi spostrzeżeniami, odczuciami, wnioskami, aby inspirować innych, umacniać w wierze prawidłowego kroczenia przez wybraną drogę.
Następnie w kręgu doznaliśmy wspólnej, a zarazem indywidualnej medytacji oddychania przez czakry. Wspaniale było wymienić i odświeżyć energię płynącą w naszych ciałach. Mimo, że każdy robił to indywidualnie, grupowa medytacja wzmacniała w oczyszczaniu każdego z osobna. Robiliśmy to przez siebie i dla siebie;) Dziękuję za to wszystkim! Ćwiczenie z dotykiem należało do jednych z mocniejszych praktyk „Twardej Ścieżki”. Pozwala ono na puszczenie blokad i lęków zrodzonych z przykrych doświadczeń, które zostawiły rany bądź blizny na sercu. Każdy uczestnik miał dotykiem przekazać osobie stojącej w centrum okręgu jak najwięcej miłości i czułości. Nie każdy był na to gotowy. Ale jednak wszyscy spróbowali. Otworzyli własne serca.
To ćwiczenie pokazało, jak wielu ludzi jest zranionych przez drugiego człowieka. Jak wielu, mimo chęci otwartości i życzliwości ma pamięć odrzucenia i nieakceptacji, która stwarza ból, drżenie rąk, szybsze bicie serca na myśl o bezwarunkowej miłości, czułości, bliskości. Jak wielu z nas nie pozwala się dotknąć przez obcego człowieka stwarzając podział i dystans. Tak często nie pozwalamy przekraczać własnych granic.
Właśnie - granice…Po co je stworzyliśmy? Dla ochrony. Ochrony przed ponownym zranieniem, wykorzystaniem. Nie umiemy siebie dobrze traktować, szanować, doceniać. Z tym spotykamy się na co dzień. Tego doświadczamy. W tym się zamykamy….
Warto zacząć zmieniać świat od siebie! Każdego dnia zmieniamy ludzi poprzez siebie…

Ostatnie ćwiczenie tego dnia również odbyło się na trawie, w okręgu. Wysyłaliśmy orły z intencjami. Każdy miał własne niepewne sprawy, które chciał polecić ptakom. Cieszę się, że wszyscy wspierali siebie nawzajem w tym ćwiczeniu. Zjednoczona, szczera energia pozwala na pełniejsze i szybsze zrealizowanie próśb. Ma niesamowitą moc. Działa jak modlitwa.



Na zakończenie, pragnę podziękować Ani, Arkowi, Janinie, Jankowi, Grzesiowi za wymianę wspólnych inspiracji, za wsparcie, ciepło, życzliwość, bliskość, otwartość, możliwość doświadczenia innych aspektów mnie oraz za zrealizowania tego niesamowitego doświadczenia, czucia energii, która nas ozłacała przez te dwa, wyjątkowe dni. Życzę każdemu spełnienia intencji, rozpuszczenia blokad i materialnych ograniczeń, puszczenia niekorzystnych, destrukcyjnych i toksycznych programów, schematów zachowań, powielanych błędów. Niech nierozwiązane sprawy trapiące was najbardziej rozwiążą się łatwo, lekko i przyjemnie, a wiara w waszych sercach niech rośnie, aby marzyć, nie zbaczać z obranej, duchowej ścieżki. Choć nieznana i niełatwa, ale w niej odnajdziecie Prawdziwych Siebie. W niej spełnicie się bezwarunkowo, spełnicie wszystkie niewyobrażalne marzenia;)
Dużo ciepła i inspirującej Energii niech do każdego płynie;) Już płynie!


Pełna wdzięczności i podziękowań
Karolina Gizler
Uczestniczka warsztatów „Twardej Ścieżki”, maj 2013


W warsztatach udział wzięli:
Karolina, Arek, Nina, Grzegorz, Roman, Ania - gospodyni i Jan - prowadzący.




© FHU "Magnetoit" projekt Magnetoit